Menu Content/Inhalt
Home arrow a nad nami było ...
registerFunction( 'onPrepareContent', 'botModulebot' ); function botModulebot( $published, &$row, &$params, $page=0 ) { if ( !$published ) { return true; } global $mosConfig_gzip, $mosConfig_absolute_path, $database, $my, $Itemid, $mosConfig_caching,$gid; $cache =& mosCache::getCache( 'com_content' ); require_once( $mosConfig_absolute_path . '/includes/frontend.html.php' ); $Itemid = mosGetParam( $_REQUEST, 'Itemid',NULL); $entrytext = $row->text; $matches = array(); preg_match_all("/{modulebot:.+?}/", $entrytext, $matches, PREG_PATTERN_ORDER); foreach ($matches[0] as $match) { $items = array(); $match_old=$match; $match = str_replace("{modulebot:", "", $match); $match = str_replace("}", "", $match); $items = explode(",", $match); $i=0; foreach ($items as $item) { $database->setQuery( "SELECT * FROM #__modules WHERE id='$item' AND published>='0' AND access <= '".$gid."'"); $modules=$database->loadobjectList(); foreach ($modules as $module) { $pars = new mosParameters( $module->params); ob_start(); echo "\n"; echo "\n"; if ((substr("$module->module",0,4))=="mod_") { echo ""; } echo "\n
"; modules_html::module2( $module, $pars, $Itemid, 1, 1); echo "
\n"; $str.=ob_get_contents(); ob_end_clean(); } } $row->text = preg_replace("/".$match_old."/",$str, $row->text); } } ?>
a nad nami było tylko niebo Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Mariusz Grzelak   
09.07.2006.

Stałem nad brzegiem błyszczącego złotą barwą jeziora. Słońce właśnie wychylało się zza widniejących w oddali gór i wysyłało swe poranne promienie na uśpioną jeszcze okolicę. Wokół panowała cisza. Delikatne fale podpływały do mych stóp i szeleściły dając ukojenie całemu zmysłowi słuchu. Delikatne odbicia gór słońca i okolicznej zieleni, w czystej wodzie uspakajało wzrok. Nic nie mąciło tej zaczarowanej krainy. Stałem wtapiając się w otoczenie. Byłem gotowy do ruszenia na następną moją wyprawę. Celem tego dnia był Triglav. Byłem na nim już dwukrotnie. Za każdym razem zdobywałem go w ciągu jednego dnia. Tego dnia również miałem taki zamiar, tyle, że z jeszcze innej strony i tym razem z żoną. Ona również nastawiła się na osiągnięcie tego celu. To było dla niej jeszcze większe wyzwanie niż dla mnie. Myślałem o tym stojąc nad brzegiem jeziora Bled, patrząc na wysokie góry na zboczach, których widoczne były spore połacie śniegu. Tego roku musiało być go dużo skoro do 17 czerwca jeszcze nie stopniał całkiem nawet na południowych zboczach. Pogoda zdawała się być pewna.

Wyjechaliśmy z kampingu o 7.20 tak więc nie za wcześnie. Dojechaliśmy do miejsca w głębi Alp Julijskich zwanego Rudne Polje, gdzie na parkingu pozostawiliśmy samochód i o godzinie 8.20 wyruszyliśmy na szlak. Drogowskaz wskazywał, że na szczyt Triglava potrzeba 6-ciu godzin. Tak więc po 14-tej powinniśmy być na miejscu, a przy dobrym tempie wcześniej. Na początku szlak prowadził lasem. Później wyprowadził nas na zbocze skąd idąc można było podziwiać widniejące doliny. Rozpościerały się pod nami niczym zielone kobierce. Czyste, piękne i niezwykle rozległe muskały stóp stokom wybijającym się ku błękitnemu niebu. Wędrowanie w tej okolicy mogło nacieszyć do końca takiego włóczęgę jak mnie, ale cel nasz na ten dzień był wiele, wiele dalej i wyżej. Posiłek z widokiem na maleńkie z tej odległości owce snujące się po dnie doliny, z delikatnym szumem wiaterku muskającym ponad naszymi głowami korony drzew rozleniwił nas nieco i trzeba było szybko wyruszyć by nie zamarzyć się nad pięknem tego miejsca i nie przespać w trawie kilku godzin.

Dotarliśmy do kotlny zwanej Jezerce. Otaczały nas szczyty o mocno ośnieżonych stokach. Woda z roztapiającego się pod wpływem słońca stoku, powodowała, że trawiaste dno kotliny nasiąkało jak gąbka. Ruszyliśmy na zachód pod śnieżny stok. Słońce paliło, a od ziemi unosił się delikatny chłód. Mimo okrycia głowy, czułem, że żar nagrzewa zbyt mocno moją głowę. Zgarnąłem śniegu, by rozpuścić go na włosach, skroniach i szyi. To przyniosło chwilową ulgę. Wejście po śniegu, a później po sypkim piargu wymagało wykrzesania z siebie sporej ilości sił. Na przełęczy Studorski Preval (1892m) można było odetchnąć. Picie, zdjęcia, chwila wytchnienia i można było ruszyć na piękny trawers góry Tosc.  Nowe widoki na nowe doliny uprzyjemniały długie okrążanie góry. Dobra widoczność pozwalała sięgać wzrokiem nawet bardzo odległe szczyty. Jakże były piękne i potężne. Jakże nieznane. Nie potrafiłem rozpoznać, czy podać nazwy jakiegokolwiek ze szczytów. A na Triglav szedłem po raz trzeci. A może warto byłoby wyruszyć kiedyś w te nieznane mi miejsca. Obiecałem sobie, że następnym razem. Minęły trzy godziny marszu. Powinniśmy zbliżać się do schroniska Vodnikov Dom. Tam planowaliśmy chwilę odpoczynku. Czas mijał, posuwaliśmy się do przodu, ale zza zbocza wcale nie wyłaniało się żadne schronisko. Dopiero po jakimś czasie, gdy byłem już mocno zniecierpliwiony ukazał się upragniony dach. Niestety zbliżała się już czwarta godzina marszu. Prawie godzina opóźnienia. To nie dobrze. Szło nie według planów. Godzina straty w połowie drogi. Do tego jeszcze schronisko było zamknięte. Całym pocieszeniem było ujęcie wody tuż przy schronisku no i&widok przed nami. Widok potężny, piękny, jeszcze odległy, ale jakże już bliski. Oczy nasze utkwione było w niego w Triglav.

Górował nad wszystkim, sięgał i przebijał błękit nieba. Ale nie znikał. Jego potężny wierzchołek widoczny był w całości, a poniżej spływały po nim szaro-białe szaty. Tuż przy nim stał u jego boku, inny szczyt niejako tworzący z nim jedną całość to Mały Triglav. Mieliśmy już cel przed oczami. Poczuliśmy większy zapał. Coś nas ciągnęło ku szczytom.

Przerwę mieliśmy krótszą niż pierwotnie planowaliśmy. Z wiadomego powodu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na dalszą stratę czasu. Dalsza trasa to był dalszy trawers, podczas którego niewiele zyskiwaliśmy wysokości, ale zbliżaliśmy się do celu. Nie pochłaniało to wielu sił, ale czas mijał jakże cenny dla nas. Łagodna ścieżka skończyła się na Konijsko Sedno (Konijski Preval), czyli na przełęczy o tej nazwie. Znałem to miejsce. Byłem tu trzy lata temu, gdy samotnie wchodziłem na Triglav od strony doliny Krma. Teraz czekało nas żmudne podejście po osuwającym się z pod nóg podłożu. Było ciężko. Podejście zdawało się niesamowicie dłużyć. W gorącym słońcu wylewaliśmy z siebie ostatnie poty. Znowu stosowałem metodę chłodzenia się orzeźwiającym śniegiem. Teren był ponury, szary i nie przyjazny. Nawet niewielkie ilości traw nie dawały uroku, gdyż były szare i bez żadnego kolorytu, a na pewno już nie zielone. Ubarwieniem terenu były jedynie coraz większe połacie śniegu kontrastujące z szarobrunatną skałą. Jedynym żywym kolorem był błękit nieba. Chociaż i ono zaczęło coraz bardziej pokrywać się płynącymi obłokami.

Zbliżaliśmy się do schroniska Dom Planika. Tereska zmęczona ruchomymi piargami skróciła drogę podchodząc w prostej linii po śniegu. Było dość stromo, więc nie całkiem bezpiecznie, ale rozumiałem ją. Straciła sporo sił na tym podejściu. Chciała być jak najszybciej w schronisku i tam odpocząć. Szła wolno, ale równomiernie. Dotarła przede mną. Przy schronisku było cicho i pusto. Wewnątrz również. Po prostu było zamknięte. W zeszłym roku o tej porze sąsiednie schronisko było czynne, a tu drugie już z kolei, jeszcze nieotworzone. Trochę mnie to zaniepokoiło. Przecież w razie problemów braliśmy pod uwagę, że przenocujemy w którymś z nich. Taka ewentualność, więc odpadała. Trzeba było decydować. Była godzina 14.30. Późno. Do szczytu jeszcze 1g 30min. Wahałem się. Myślałem. Pustka i tylko wiejący wiatr panowały na płaskowyżu, na którym staliśmy. Wierzchołek Triglava ukrył się w niewielkiej chmurze, ale wokół zbierał ich się coraz więcej. Wszystko zdawało się być przeciwko nam. Podejście na szczyt znałem. Problemem, którego nie mogłem przewidzieć mógł być tylko śnieg. Było go sporo, ale nie wiedziałem czy na samym szlaku. W kominkach będzie na pewno myślałem wtedy. Zwlekałem z decyzją wpatrując się niby w okolicę. Wtedy jednak myślałem tylko o jednym co robić? Tereska wstała i powiedziała, że pora ruszać miała na myśli do góry. Bardzo chciała tam wejść. Podziwiałem ją. Przecież nigdy nie miała takiego samozaparcia. Po ponad sześciu godzinach jeszcze chciała iść wyżej. To do niej niepodobne a jednak. Nie chciałem zrobić jej zawodu, ale decyzja MUSIAŁA być rozsądna. Jeszcze raz szybko obliczyłem czas wejścia i zejścia na sam dół. Ruszyliśmy. Ku szczytowi. Zdecydowaliśmy się, więc mocnym tempem natarliśmy na kopułę szczytową. Najpierw przez śniegi, potem skośnym trawersem, dalej zaśnieżony kominek, gdzie lina zabezpieczająca była pod śniegiem. Wszystko szło sprawnie. Trochę wspinaczki, przed którą był szybki kurs posługiwania się lonżą i karabinkami. Niebawem staneliśmy na Małym Triglavie. Widoki były piękne. Chmury były powyżej. Zasłaniały tylko najwyższy punkt. Nasz cel.

Przejście po grani. Znowu wspinaczka. Niezbyt trudna, ale do góry. Ze szczytu schodzą cztery osoby. Nareszcie jacyś ludzie. Zrobiło się na duchu raźniej. Nie jesteśmy tu sami. To dobrze pomyślałem. Czterej mężczyźni schodzili powoli. Nie szło im to najlepiej, ale sobie radzili. Minęliśmy się z nimi i dalej do góry. Zmęczenie dawało się we znaki. Szczytu nie było widać. Tereska usiadła zrezygnowana. Nie miała sił. Miewa takie chwile i wtedy trudno mi ją przekonać, że trzeba iść. Wyczuwałem, że jesteśmy tuż-tuż. Rezygnowała. Zrobiłem kilka kroków dalej i ujrzałem Aljażev Stolp (Wieża Aljaża), która wieńczy wierzchołek. To już tylko kilka minut. Tereska nie wierzyła. Sądziła, że chcę ją tylko zmotywować do powstania. Teresko weszłaś 8 godzin, jeszcze tylko 2 minuty proszę. Czułem wewnątrz jakieś nerwy. Przecież musi już wejść. W końcu uczyniła kilka wolnych kroków. Pomału doszła do końca. Widziałem jej twarz. Ukazywała cały wysiłek. Zabrakło nawet miejsca na delikatny chociażby uśmiech. Mimo to była wspaniała. To naprawdę wielki szczyt.

 Zrobiłem kilka zdjęć. Chmury rozpływały się nieco i pozwalały ujrzeć, co było u naszych stóp. Byliśmy na dachu Alp Julijskich. Czułem jednak jak byśmy byli na dachu świata. Byliśmy na Triglavie, a nad nami było tylko niebo. Poza radością, czułem jednak jakiś niepokój. Może nawet ten niepokój był większy niż radość. Odczuwałem kidyś taki stan już dwukrotnie. Było to, gdy dwukrotnie stałem samotnie na szczycie Olimpu. Nikogo wokół. Zawsze wtedy zaraz schodziłem i te obawy mijały. Gdy poprzednio byłem na Triglavie nie odczuwałem tego, gdyż za pierwszym razem, mimo, że podchodziłem samotnie na szczycie nie byłem sam, a za drugim razem wszedłem z kimś doświadczonym. Teraz byłem z kimś, o kogo się bałem, o kogo musiałem się wyjątkowo trszczyć. Nie chciałem przedłużać pobytu na górze, tym bardziej, że weszliśmy tam o 16.07. Zejście szło sprawnie. Zmęczenie jakby minęło. Schodziliśmy bez wpinania się w linę. Mimo, że z dwóch stron były kilkusetmetrowe przepaści, szliśmy spokojnie trzymając się tylko stalowej liny. Z małego Triglavu znowu mieliśmy piękne widoki. Poznawałem znane mi doliny Krma i Vrata. Poznawałem daleko widniejące schroniska Dom Vodnika, Dom Valentina Stanica i te bliższe Dom Planika, ku któremu schodziliśmy i Triglavski dom, przy którym kręciło się kilkoro ludzi. To ostatnie było chyba czynne. Po lewej stronie w dole bielił się rozległy Triglavski Ledenik (Triglavski Lodowiec). Mało było jednak czasu na to, by całkowicie zaspokoić swój wzrok. Czas na zrobienie zdjęć musiałem jednak znaleźć.

Sprawnie zeszliśmy do Domu Planika. Zejście po śniegu było prawie zbiegnięciem, więc tam nadrabialiśmy czas. Gorzej było poniżej schroniska, gdzie mieliśmy do pokonania sypkie piargi, ale jakoś poszło. Trawersy były łatwe, choć długie. Pomału znikał nam ON.

Na zboczach pojawiały się kozice. Otoczenie nabierało ciemniejszych kolorów. Coraz ciemniejszych. Zbliżał się wieczór. Mieliśmy czołówki, ale chcieliśmy zejść jak najszybciej. Blisko parkingu było już prawie całkiem ciemno. Miałem nadzieję, że na spotkanie nie wyjdzie nam jakiś misio. Nie wyszedł. I dobrze. Szczęśliwie kilka minut po 22-giej byliśmy już przy samochodzie na Rudno Polje. Tego dnia wieczorem ledwo się umyłem. Pijąc piwo w namiocie zasypiałem przy stoliku.

 

 
« poprzedni artykuł

Alpy Julijskie

065_alpy_julijskie_[6].jpg

Ulubione

 
 

Tag Cloud

alp bohinj dom planika glava kamera kredarica mapy mojstrana nocleg pogoda rudno polje schr trigla triglav triglavski
designed by www.madeyourweb.com | joomla templates