Menu Content/Inhalt
Home arrow Relacje arrow Zdobywanie Triglavu
Zdobywanie Triglavu Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Rosomak   
21.09.2006.
Pomysł wyjazdu w Alpy Julijskie i na najwyższy szczyt Słowenii drzemał w naszych umysłach od ostatniego spotkania KMG* w Ojcowie pod koniec 2004 roku. Wtedy to pani Agnieszka Miśkiewicz przedstawiła relację ze swojej wyprawy na Triglav. Jednak w końcu nadeszła chwila przebudzenia. Pan Grzesiek Knapik zaproponował kameralną wycieczkę w okrojonym składzie. Wraz z Iwoną Majecką, byłą nauczycielką języka polskiego w naszym gimnazjum, jechaliśmy przez Czechy i Austrię do małej wioski Trenta u podnóża szczytu. Oprócz dorosłych była nas trójka -Wojtek Ornat, Łukasz Janik i Maciek Rosa. Stromy podjazd na przełęcz Vršic nie sprawił naszemu passatowi większych problemów. Gorzej było ze zjazdem z wysokości ponad 600 m n.p.m. na około 700. Przegrzane hamulce i smród.
Pierwszy dzień po przyjeździe spędziliśmy na spacerach po przepięknej okolicy. Następnego poranka wyruszyliśmy na szlak. Widoki zapierały dech w piersiach. Ogromne, niemal pionowe ściany wyrastały z głębokiej doliny Soči i stwarzały wrażenie absolutnie niedostępnych. Jednak Słoweńcom udało się na nich poprowadzić całkiem komfortowe i zabezpieczone szlaki. Im bardziej pięliśmy się w górę, tym piękniejszy, rozleglejszy i bardziej bajkowy krajobraz ukazywał się naszym oczom. Czuliśmy się tacy mali... Mimo tego poczucia przygniecenia wychodziliśmy sprawnie i szybko. W świetnych humorach i ciągle z zapasem energii dotarliśmy do pierwszego schroniska - Tržaškiej kočy na Doliču. Tam przyszło nam podjąć bardzo ważną decyzję - zaatakować Triglav, czy przejść do następnego schroniska o wdzięcznej nazwie Dom Planika. Stamtąd byłoby nam bliżej na sam szczyt, który próbowalibyśmy zaatakować następnego dnia rano. Zapytaliśmy w schronisku o pogodę na dzień następny i miała być lepsza. To spowodowało, że zdecydowaliśmy się na drugi wariant. Po regeneracyjnym posiłku składającym się głównie z dużych ilości czekolady ruszyliśmy dalej na szlak. Droga prowadziła to z górki, to pod górkę, raczej łagodnie. Nawet krótkie odcinki ubezpieczane linami - co zauważyła pani Iwona - miłymi w dotyku nie stwarzały większych problemów. Po nieco ponad godzinie marszu doszliśmy do naszego miejsca przeznaczenia, w którym mieliśmy spędzić najbliższą noc. Miła obsługa po angielsku poinformowała nas o cenie noclegu (15 euro). Było zimno, niewygodnie, bez bieżącej wody, z wychodkiem na polu, dlatego nam się bardzo podobało. To miało bardzo specyficzny urok. Tylko pani Majecka nie była szczególnie zadowolona. Wyszły pewne "różnice zdań" i inne wersje naszych byłych belfrów dotyczące definicji turystyki.
W nocy nie zamarzliśmy, wstaliśmy przed szóstą rano. Już mieliśmy wychodzić, ale przeszkodziła nam śnieżyca (w środku sierpnia na nizinach nie obserwujemy tego zjawiska zbyt często). Odczekaliśmy do jej końca i postanowiliśmy spróbować wyjść na samą górę. Szlak prowadził początkowo wygodną ścieżką, ale dotarł do skał. Chcieliśmy ją sprawdzić i zaczęliśmy się wspinać po kiepsko ubezpieczonym szlaku. Po kilkunastu metrach podjęliśmy decyzję - wszyscy razem i każdy z osobna (oprócz pani, która zrezygnowała kilkaset metrów wcześniej, bo jak utrzymuje nie wiedziała, gdzie idziemy) podjęliśmy decyzję o rezygnacji z dalszego trawersu na Triglav. Było ślisko i niebezpiecznie. Jeden niepewny krok, poślizgnięcie lub obluzowany uchwyt mógł spowodować spadnięcie kilkadziesiąt metrów w dół po wielokrotnym uderzeniu o skałę, co niewątpliwie spowodowałoby śmierć na miejscu.
Przezorność i rozsądek wzięły górę nad ciekawością. Być może dzięki takiej decyzji tekst ten mógł się pojawić. Trzeba być mądrym turystą, a nie idiotą bez wyobraźni(mocne słowa, ale prawdziwe). Jeszcze pewnie będą okazje wyjścia na Triglav. Zeszliśmy ze skał i wróciliśmy do Trenty ta samą drogą. Wieczorem wsiedliśmy do samochodu i nad ranem byliśmy w Polsce. Było naprawdę bardzo fajnie, widoki niesamowite - takich jeszcze chyba nie widzieliśmy na wycieczkach z Kołem, wyprawę zaliczymy do najbardziej udanych, mimo, że nie udało się zdobyć szczytu. A do Słowenii i na Triglav jeszcze wrócimy.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Alpy Julijskie

016_dom_planika_[1].jpg

Ulubione

 
 

Tag Cloud

alp bohinj dom planika glava kamera kredarica mapy mojstrana nocleg pogoda rudno polje schr trigla triglav triglavski
designed by www.madeyourweb.com | joomla templates