Menu Content/Inhalt
Home arrow Relacje arrow Triglav - czwarty raz na tym samym szczycie. :-)
registerFunction( 'onPrepareContent', 'botModulebot' ); function botModulebot( $published, &$row, &$params, $page=0 ) { if ( !$published ) { return true; } global $mosConfig_gzip, $mosConfig_absolute_path, $database, $my, $Itemid, $mosConfig_caching,$gid; $cache =& mosCache::getCache( 'com_content' ); require_once( $mosConfig_absolute_path . '/includes/frontend.html.php' ); $Itemid = mosGetParam( $_REQUEST, 'Itemid',NULL); $entrytext = $row->text; $matches = array(); preg_match_all("/{modulebot:.+?}/", $entrytext, $matches, PREG_PATTERN_ORDER); foreach ($matches[0] as $match) { $items = array(); $match_old=$match; $match = str_replace("{modulebot:", "", $match); $match = str_replace("}", "", $match); $items = explode(",", $match); $i=0; foreach ($items as $item) { $database->setQuery( "SELECT * FROM #__modules WHERE id='$item' AND published>='0' AND access <= '".$gid."'"); $modules=$database->loadobjectList(); foreach ($modules as $module) { $pars = new mosParameters( $module->params); ob_start(); echo "\n"; echo "\n"; if ((substr("$module->module",0,4))=="mod_") { echo ""; } echo "\n
"; modules_html::module2( $module, $pars, $Itemid, 1, 1); echo "
\n"; $str.=ob_get_contents(); ob_end_clean(); } } $row->text = preg_replace("/".$match_old."/",$str, $row->text); } } ?>
Triglav - czwarty raz na tym samym szczycie. :-) Drukuj Poleć znajomemu

26 czerwiec 2008r – Triglav

Nie wiem, dlaczego ta góra tak na mnie działa. Na pewno nie jej wysokość, bo wchodziłem już na wyższe. Jest jednak dla mnie jakimś symbolem. Symbolem moich możliwości, symbolem piękna, symbolem najpiękniejszych doznań. Wspominałem kiedyś, jak bardzo chciałem wejść na ten szczyt. I udało mi się to w 2003 roku. Miałem wtedy 50 lat i kilka dni. Wszedłem samotnie i zszedłem z tej góry tego samego dnia. To było dla mnie naprawdę coś. Za dwa lata znowu tam się znalazłem. Znowu wyjście /razem z przyjacielem/ zakończyło się sukcesem, tyle, że weszliśmy trudniejszym wejściem. W następnym roku zdobyłem go razem z żoną. Także wejściem jednodniowym.
Teraz znowu stałem w dolinie Vrata i patrzałem na znany mi szczyt pokazujący się w całej swej krasie zdawałoby się na wyciągnięcie ręki. Pod jego wierzchołkiem opadały ponad tysiącmetrowe, niedostępne dla większości ludzi ściany. Piękne, niedostępne i szare. Wzrok jednak przyciągały z wyjątkową siłą.





Bardzo chciałem tam znowu wejść. Trochę okrężnie, ale jednak.
Cztery osoby, które ze mną miały ten sam cel, widziały ten szczyt po raz pierwszy. Chyba jeszcze nie zdawały sobie sprawy ile trzeba samozaparcia, aby to się udało.
Ja miałem decydować, którym podejściem wyruszymy. Zastanawiałem się nad tym od kilku dni. Przez trawers Begunjski Vrh, Triglavski dom, Mały Triglav – najkrócej, najłatwiej i najszybciej. To wariant dający największe szanse zdobycia szczytu, tym bardziej, że po drodze mija się czynne już o tej porze schronisko. Drugi wariant z doliny Vrata i Aljażev dom, to przejście przez przełęcz Luknja. Nieco dalej, dłużej i trudniej. Pierwsza dwójka ruszyła wariantem pierwszym. Podjąłem decyzję. My, czyli pozostała trójka pójdziemy przez Luknja. Dlaczego? Może, dlatego, żeby wystartowały dwa zespoły innymi drogami i nie ograniczały siebie. Może, dlatego, że trudniejsze wejście jest ciekawsze, a zejść mieliśmy drogą wariantu pierwszego. A może, dlatego, że taką trasę równo trzy lata temu zrobiłem już z moim przyjacielem, który …. Tak, to było równo trzy lata temu. Też 26 czerwiec.
Byliśmy w dobrej formie po kilku dniach w Dolomitach. Tak samo jak trzy lata temu. Do przełęczy szliśmy równym tempem. Nie było trudności. Zastanawiałem się, czy moja decyzja była słuszna. Czy jest szansa? Mieliśmy zdobyć szczyt pokonując ferratą od zachodu. Leżący w górze śnieg powinien z tej strony być już niezbyt wielki. Od kilku dni grzało przecież mocno. Na ostrej grani nie powinno być go zbyt wiele. Nie byłem jednak tego pewien.
Na przełęczy Luknja założyliśmy kaski i uprząże.




Stąd zaczynało się ostre podejście. Szło nam szybko. Momentami miałem wrażenie, że trasa jest zbyt słabo ubezpieczona. To chyba jednak nie tylko wrażenie. Momentami czułem obawę, wręcz lęk. To już nie jest to, co kiedyś. Krucha skała nie zawsze dawała pewność chwytów i oparcia dla stóp. Najgorsze jednak były te nieubezpieczone półki. To już będzie dla mnie zmorą. Myślę jednak, że i tak sobie nieźle radzę. I fizycznie i psychicznie. Nie poddaję się. Ciągle walczę.
Szło nam całkiem dobrze. Prosiłem tylko, aby młodsi ode mnie partnerzy nie zostawiali mnie w tyle. Lubię być w górach sam, ale nie na tych cholernych półkach. Nie zostawiali mnie.










Od przełęczy Luknia na szczyt jest 4 godziny drogi. I w tyle ją pokonaliśmy. Była wspinaczka, było przejście po olbrzymich połaciach śniegu i było wchodzenie przez kilka ośnieżonych kominków. Momentami było tak sobie, ale w większości trudniejsze miejsca były suche.
W drodze trzeba było znaleźć chwilę, aby popatrzeć na otaczające piękno. Trzeba było zrobić kilka zdjęć. Ale trzeba było też dalej iść. W takim wypadku cel wejścia był celem nadrzędnym. Wycofać się było można na początku, później już byłoby trudno, a to ze względu na trudności i odległość od schronisk.













Gdy znaleźliśmy się na szczycie byliśmy już zmęczeni. Była jednak dopiero godzina dwunasta, a pogoda zdawała się być stabilna. Widoki były marne, ale na Triglavie to nic dziwnego Zdecydowaliśmy, że poczekamy do umówionej z pozostałą dwójką - godziny 13-tej. W ciągu tej godziny chmury odsłaniając się ukazywały nam piękne widoki. Z zachwytem patrzyliśmy na leżącą w dole „naszą” dolinę Vrata, na doliny i szczyty leżące po przeciwnej stronie i na inne piękne szczyty Alp Julijskich, które wszystkie były niżej niż nasze zmęczone stopy. Ponad nami były tylko krążące czarne ptaki rysujące na białych chmurach jakieś dziwne nieregularne tory płynnych linii. Wzbijały się i opadały popisując się swoją wolnością i umiejętnością życia tak wysoko.







A my? My musieliśmy znowu ruszyć, zapinając dla własnego bezpieczeństwa karabinki w stalowe liny. My na tej wysokości woleliśmy być więźniami skutymi żelastwem. Nawet wzrok nie mógł już bez przeszkód krążyć, gdzie zechce. Cała uwaga musiała skupiać się na miejsca, gdzie postawić stopę, gdzie dłonią chwycić skałę, lub linę, gdzie wpiąć lożę z karabinkiem.




Na Małym Triglavie spotkaliśmy kumpli, z którymi wystartowaliśmy. Mieli trochę opóźnienia. Oni później dotarli na szczyt.
W Triglavskim domu odpoczęliśmy, aby znowu ruszyć w dolinę.
Przejście przez płaskowyż, gdzie pozostała resztka wielkiego lodowca, zaskoczyła mnie. Trzy lata temu było suchutko, a teraz? Olbrzymią przestrzeń zalegał bielutki śnieg - mnóstwo śniegu, pomimo końca czerwca. Schodziliśmy niżej, aż pod ścianę Begunjski Vrh. Pomarańczowa, pionowa ściana lśniła w popołudniowym słońcu. Nieopodal napotkaliśmy kilka kozic. Aparaty miały trochę zajęcia.
Dalej zeszliśmy na szlak przez Prag. Chciałem poznać ten odcinek. Po krótkim czasie żałowałem, że obrałem tą drogę. Raczej paskudna, choć nie oznacza to, że jest trudna. Sypiące się jednak spod nóg kamienie nie umilały zejścia. Było jednak coś, co nas pocieszyło. Na naszej ścieżce /dosłownie/ stało kilka kozic. Pozwalały się fotografować, a powiedziałbym nawet, że pozowały do zdjęć. Gdy w końcu odbiegły uczyniły to na /ku naszemu przerażeniu/ niemalże pionową ścianę. Następnym pięknym miejscem był przezroczyście czysty potok i niecka, jaką stworzył. Mogliśmy się napić i umyć.







Po niedługim czasie znaleźliśmy się na dnie doliny, tuż przy cudownych odgłosach obijającego się o leżące w nim głazy potoku. Stąd już było blisko do Aljażew dom i do samochodu.





Byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy. To było czwarte - w ciągu pięciu lat kalendarzowych – wejście na Triglav. I chyba już ostatnie. Raczej już tam nie będę wchodził. Dlaczego? Po prostu, latka lecą. Powiem jednak szczerze, wszystkie wejścia dawały mi tak wielką radość i satysfakcję, że chyba mogę czuć się dumny z każdego razu. I z tego samotnego, i z przyjacielem, i z żoną, i z tego ostatniego.
To naprawę jest piękna góra. Za każdym razem czułem, że jestem coś wart, że potrafię wykrzesać z siebie jakąś olbrzymią chęć zdobycia i olbrzymią siłę, aby coś osiągnąć. Zmęczenie po tym? Minęło. A olbrzymia satysfakcja pozostała. Pozostały zdjęcia, wspomnienia i … może pragnienie by znowu tam wrócić?




Następnego dnia usłyszałem od zmęczonych znajomych, żebym nigdy nie mówił, że nie jest to trudna góra. Może tak im mówiłem, ale miałem na myśli trudności techniczne. Robili przecież włoskie ferraty 5/6.
Mówiłem im jednak, że jest to góra potężna. 1850 metrów przewyższenia, 12 godzin wejścia i zejścia. Jak brzmiałoby, gdybym mówił tylko o trudności, gdy ja starszy od nich byłem już kilka razy? Musieli spróbować. Przyznali – to jest trudna góra, gdy chce się ją zdobyć i zejść jednego dnia.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Alpy Julijskie

139_pd._gran_triglava_[2].jpg

Ulubione

 
 

Tag Cloud

alp bohinj dom planika glava kamera kredarica mapy mojstrana nocleg pogoda rudno polje schr trigla triglav triglavski
designed by www.madeyourweb.com | joomla templates